70. "Zemsta" wczoraj i dziś

 

Nie masz nic tak złego, żeby się na dobre nie przydało.
Bywa z węża dryjakiew, złe często dobremu okazyją daje.

And. Max. Fredro

Sztuki hr. Aleksandra Fredry od zawsze cieszyły się ogromnym powodzeniem, nie tylko w recepcji czytelniczej, lecz także na deskach teatralnych. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych komedii tego twórcy jest właśnie Zemsta, która nieodmiennie bawi nas niemal przez dwa stulecia. W tym roku obchodzone są 220, a więc okrągłe urodziny hr. Fredry – z tej okazji Teatr Polski uczcił autora, umieszczając w swym repertuarze tę przednią komedię, opartą na wcale nie przedawnionej i pełnej humoru intrydze. 

Prapremiera "Zemsty" odbyła się 17 lutego 1834 we Lwowie w teatrze legendarnego Jana Nepomucena Kamińskiego, z udziałem Jana Nowakowskiego w roli Cześnika i Witalisa Smochowskiego, odgrywającego Rejenta. Współczesna wersja, mająca premierę 9 marca br., a wyreżyserowana przez Krzysztofa Jasińskiego jest równie znakomita, bowiem na scenie zobaczyć możemy samą plejadę gwiazd, m. in. Daniela Olbrychskiego, Andrzeja Seweryna, Jarosława Gajewskiego czy Joannę Trzepiecińską. Oprawą muzyczną stworzył Piotr Rubik, doskonale oddając nastrojowość i rodzimość tytułu. W przyszłym roku zapowiada się kolejna rocznica związana ze spuścizną Fredry, a mianowicie 180-lecie od przytoczonej daty pierwszego, kanonicznego wystawienia.

"Zemsta" oparta była na kanwie prawdziwej historii, bowiem inspirację autor zaczerpnął z dokumentu, który odnalazł na zamku kamienieckim w Odrzykoniu (zamek ten był posagiem jego żony). I choć komedia opowiada o wiecznych swadach właścicieli posiadłości, to przecież oś konstrukcyjną wyznaczała pomyłka w lekturze – gdyby Cześnik nie czytał pobieżnie podczas posiłku, to nie doszłoby do omyłek związanych z testamentem Podstoliny. Raptusiewicz uważał przecież, że cały majątek posiada właśnie ta heroina, a nie młoda synowica – Klara. Wówczas nie byłoby tylu kłótni i nieporozumień, a Cześnik nie starałby się wydać syna Wacława za wszelką cenę (niby na złość Rejentowi Milczkowi) za podstarzałą nieco Podstolinę, wbrew miłości młodych. Jednak tak, jak wszystkie komedie Fredry i ta kończy się happy endem. Dlatego, choć pełna zawiłości i nieraz dramatycznych scen, sztuka cieszy się nieustannie ogromną popularnością i powodzeniem repertuarowym, bo jej końcowy wydźwięk jest przecież optymistyczny i daje oglądającej go widowni radość z pozytywnego rozwiązania akcji.

Wiele powiedzeń oderwało się od tekstu sztuki i uzyskało autonomię poprzez wejście do języka codziennego, jak np. odpowiedź Klary na zaloty Papkina: Jeśli nie chcesz mojej zguby| Krokodyla daj mi luby, zaś same postaci zapisały się na zawsze na kartach historii naszego kraju, pozostawiając piękną i pogodną pamiątkę po czasach sarmatyzmu. Być może to właśnie polskość "Zemsty" jest receptą na dobrą i tak chętnie grywaną sztukę, ale o to trzeba było by zapytać mistrza Fredry i wielu pokoleń widzów.