73. "Życie jawą" Ernesta Brylla w reż. Augusta Kowalczyka

 

Chociaż Ernest Bryll, w latach 1970-1971 kierownik literacki Teatru Polskiego, należy do pisarzy, którzy cenią sobie jasność, prostotę, jednoznaczność oraz prawdy fundamentalne i nigdzie tego nie ukrywa, krytycy rozpoznają go jako twórcę piszącego wieloznacznie, w sposób niedopowiedziany, czasami na granicy zamętu i pomieszania. Na tle tych ocen adaptacja sztuki "Życie jawą" w reżyserii Augusta Kowalczyka, z udziałem m.in. Bronisława Pawlika, Macieja Maciejewskiego, Jana Kobuszewskiego i Wojciecha Sztokingera, wzbudziła wyjątkowe zainteresowanie, ponieważ ukazała inne, nowe oblicze twórczości Brylla – precyzję i kunszt w komponowaniu dramatów, ukazywanie komentatorów wyraźnie sobie przeczących, a także w jaki sposób scena podąża za klarowną myślą i wyobraźnią autora.

Jak czytamy u Brylla nie sny są ważne, ważne jest, z czym budzisz się: kim jesteś, nie – jaki nosisz kostium. Czyli ważne jest w człowieku, a i w świecie, coś stałego, prawda fundamentalna, jawna lub ukryta, która jest – bo jest. Bo musi być jakaś autentyczna prawda o człowieku, nie może wszystko płynąć. Jeżeli jest ukryta, to ją można odkryć zdarłszy dziesięć skór, snów i innych masek. A nawet trzeba odkryć, bo to i tylko to jest prawdą jawy, czyli życia. Ponieważ życie nie jest grą snów, luster, odbić i pozorów, przemienianiem się z inności w inność, ludzie nie są aktorami, a świat nie jest takim znów teatrem.

W ten sposób "Życie jawą" było eksperymentem pełnym, zarówno pod względem literackim – poprzez polemikę Brylla z pisarzami, takimi jak Calderon czy Szekspir, jak i teatralnym – dzięki zaprzeczeniu teatralności życia… na deskach teatru.