79. "Chłopcy" Stanisława Grochowiaka w reż. Macieja Z. Bordowicza

 

Jak pisał Stanisław Grochowisk, rzecz sama – a więc dramat "Chłopcy", traktujący o groteskowej starości, wciąż wymagającej walki o utraconą godność – wyniknęła z dwóch pobudek, wszakże wzajem się przenikających. Pierwszym bodźcem było rzeczywiste wydarzenie, jakie poeta zaobserwował w jednym z domów dla starców, drugim – przekora.

Pisarza uderzyło szczególnie - jak wyznał, że we współczesnym dramacie coraz bardziej zanika osobowość bohaterów, a co za tym idzie: kreacyjne szanse dla aktorów. Postanowił więc napisać sztukę niemodną, a tym samym stworzyć dramat całkowicie aktorski.

Wyznania Grochowiaka, wyjaśniające pobudki do napisania sztuki, przeczytali zarówno ci, do których rąk trafił program "Chłopców"
z 1979 roku, wystawionych na scenie Teatru Polskiego w reżyserii Wandy Laskowskiej, jak i ten z 1994 roku, do "Chłopców" w reżyserii Macieja Z. Bordowicza.

Krytycy spektaklu z 1994, na różne sposoby analizujący wierność jego twórców w stosunku do zamierzeń pisarza, wskazywali, że o ile zadanie stworzenia aktorom szans na zagranie ról w najbardziej tradycyjnym tego słowa znaczeniu zostało z sukcesem podjęte przez autorów, to sztuka Grochowiaka zestarzała się niemiłosiernie. Chociaż w "Chłopcach" Bordowicza nie zabrakło dowcipu, ironii i nastroju, wielu akcentom komicznym reżyser dodał niezamierzony przez Grochowiaka patos.

Atmosferę Grochowiaka oddać mieli Siostra Przełożona Eugenia Hertman oraz Kalmina, w którego, w sposób oszczędny wcielił się Janusz Zakrzeński.