84. "Śluby panieńskie" Fredry w reż. Andrzeja Łapickiego

 

"Śluby panieńskie" to jedna z najpopularniejszych sztuk hrabiego Aleksandra Fredry. Pierwotny tytuł – "Nienawiść mężczyzn", brzmiał nieco ostro i poważnie, toteż w ostatecznej wersji utworu ukończonej w 1832 roku autor – jak napisał Stanisław Pigoń: nad całością rozpiął bezchmurny błękit nieba. Od czasu prapremiery w teatrze lwowskim w 1833 roku już pod pełnym tytułem "Śluby panieńskie, czyli magnetyzm serca" doczekały się francuskiej przeróbki i szesnastu tłumaczeń na dziewięć języków. Główna oś konstrukcyjna – intryga miłosna, stanowi klasyczny schemat budowy komedii romantycznej. Lekka i zabawna fabuła oraz świetny tekst to przepis na utwór przeznaczony na deski teatralne. Od pierwszych wystawień na deskach sceny porywała ona serca publiczności, zresztą do dziś nieustannie bawi i wzrusza odbiorców.

Spektakl, którego premiera odbyła się w Teatrze Polskim 20 grudnia 1984 roku, wyreżyserował Andrzej Łapicki. Przedstawienie wywołało wówczas głośny odzew. Na karty historii teatru wpisało się dzięki brawurowej obsadzie, gdzie obok Anny Seniuk, grającej Panią Dobrójską, można było zobaczyć Joannę Szczepkowską – Anielę, Jana Englerta wcielającego się w postać fircyka – Gustawa, a także Ewę Domańską, czyli zadziorną Klarę, Jana Matyjaszkiewicza – dobrodusznego stryjaszka Radosta, Wojciecha Alaborskiego – sentymentalnego Albina oraz Bogdana Baera jako Jana.

Całość została zarejestrowana 30 czerwca 1986 dla Teatru Telewizji, w którego nagraniu uczestniczyła widownia. Spektakl zaliczony jest do Złotej Setki Teatru Telewizji. Natomiast rok po premierze, spektakl otrzymał kilka wyróżnień na XI Ogólnopolskich Konfrontacjach Teatralnych "Klasyka polska" w Opolu, w tym honorową nagrodę zespołową dla wszystkich twórców, a wśród indywidualnych doceniony został reżyser, odtwórczyni Anieli, rola Gustawa, Klary oraz scenografia.

Wybitny aktor i reżyser, jakim był Andrzej Łapicki, brał udział w kilku telewizyjnych realizacjach sztuk Fredry. W roku 1996 ponownie wyreżyserował dla Teatru Telewizji "Śluby panieńskie", w których zagrał Radosta. Rolą tą świętował pięćdziesiąty jubileusz pracy artystycznej. Swoją fascynację twórczością Fredry uzasadniał następująco: I dalej robię Fredrę, i już do końca dni moich tego nie przestanę. Dlaczego? Ponieważ jest on dla mnie najpiękniejszym, w każdym razie najradośniejszym zjawiskiem w polskim teatrze. Ponieważ jest inteligentny, dowcipny, kpiarski, ale nie złośliwy, ponieważ jest pański, jest dobrze wychowany, choć lubi poświńtuszyć, ponieważ jest arcypolski i ponieważ wybrał, gdy inni wadzili się z Bogiem, rwali kajdany, on wybrał w tym czasie komedię. I chwała mu za to.