87. "Wyzwolenie" Stanisława Wyspiańskiego w reż. Kazimierza Dejmka

 

W lipcu 1982 roku w zapełnionym Teatrze Polskim odbyło się wyjątkowe wydarzenie, przez niektórych nazywane wręcz narodowym misterium.

Ponieważ Warszawę raz po raz obiegały pogłoski o bliskim "zawieszeniu" przedstawienia, a przy tym żywa wciąż była pamięć o Dejmkowych "Dziadach" z 1968 roku, publiczność tym bardziej chciała uczestniczyć w nowym spektaklu. Podczas jego trwania wybrane zdania, a nawet części zdań, okraszane były przez widownie żywymi brawami. Oklaskiwano również bohaterów i aktorów. Nie wiem, czy znalazłby się ktoś, kto byłby w stanie opisać całość tego zjawiska, jakim wówczas była seria przedstawień "Wyzwolenia". Na pewno nie było to tylko wydarzenie teatralne – napisał jeden z recenzentów.

Przy pomocy dzieła Wyspiańskiego, realizatorzy przedstawienia pragnęli objaśnić publiczności to, co działo się w Polsce od sierpnia 1980 roku do lipca 1982 roku, a konkretniej – do dnia premiery "Wyzwolenia". Aby móc przeanalizować wszystkie kontrowersje tego okresu Teatr Polski w Warszawie zdecydował się na sztukę, odnoszącą się do tradycji polskiego romantyzmu.

Dejmek wprowadził daleko idące zmiany w dramacie, zmienił całą jego konstrukcję, a także wymowę poszczególnych scen i postaci. Konrad nie był tutaj bohaterem z romantycznym rodowodem, a mimo to wzruszał, porywał i porażał widownię swoim zaangażowaniem i męką. Te konflikty i problemy, które zawarł w "Wyzwoleniu" Wyspiański trudno było odnaleźć w przedstawieniu Dejmka. Celem tego drugiego była określona interpretacja: Konrad odrzuca to, co go niszczy. Przezwycięża obciążenia zarówno historyczne, jak i niesione przez współczesność. Dojrzewa, podnosi się i odnajduje siebie.