91. "Baba dziwo" M. Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w reż. Mariusza Dmochowskiego

 

W latach trzydziestych pomysł, iż dyktatorem i to w wojskowym stylu może być kobieta - sam w sobie był już zabawny. W ostatnich czasach różne panie w roli premierów czy przywódców politycznych pokazały, iż potrafią być równie stanowcze, a kto wie czy nawet nie ostrzejsze od panów. Okazuje się zatem, że nawet z winy historii artystyczne przedsięwzięcie, jakim było wystawienie w Teatrze Polskim "Baby dziwo" Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej nie mogło okazać się klapą.

Recenzenci sugerowali, że o tym przedstawieniu można by pisać w ten sposób, w jaki niegdyś pisywano o benefisach znanych aktorek, ze względu na olśniewającą kreację aktorską Niny Andrycz, wcielającej się w tytułową rolę, która porwała jak zawsze wierną sobie publiczność. Doceniono jeszcze jedną doskonałą kobiecą rolę tego przedstawienia - Baronową Ireny Szczurowskiej.

Zachwyciła scena pokracznego tańca brzydkiego kaczątka w wykonaniu Szczurowskiej, prawda i umiar we wszystkich działaniach scenicznych Andrycz. Pisano, że jej arystokratyczny sposób bycia i uroda, znakomicie wykorzystywane w królewskich rolach, w "Babie-Dziwo" ustąpiły miejsca zamaszystym, ciężkim ruchom, podkreślonym przez deformujący jej sylwetkę mundur.

"Baba dziwo" na deskach Teatru Polskiego, dzięki oddaniu przez Ninę Andrycz subtelnego, ale sceptycznego dystansu wobec świata i prostej, ale szlachetnej refleksyjności, okazała się dyktatorką, która za maską surowej zewnętrzności ukrywa sentymentalną kobiecą duszyczkę.