94. "Król Lear" Williama Szekspira w reż. Zygmunta Hübnera

 

"Król Lear" w reżyserii Zygmunta Hübnera zapadł w pamięci widzów i recenzentów jako szczególnie harmonijny spektakl – staranny pod względem jednolitości rytmu w mówieniu tekstu oraz płynny w następstwie scen. A to wszystko działo się na tle fantazyjnych dekoracji Krystyny Zachwatowicz.

Fantazyjne dekoracje? Tak, złote pasy układające się w pałace, skały rdzawej barwy, baśniowe przestrzenie utrzymane w jednolitej tonacji kolorystycznej. Podobnie wymyślne i olśniewające były kostiumy – aktorzy nosili trykoty i tiulowe płaszcze. Dobrze wypadła również jedna ze scen dramatu Shakespeare’a o której mówi się, że jest bardzo trudna do zagrania w teatrze – scena słynnej burzy.

Hübner zdecydował się pokazać ją wyłącznie za pomocą muzyki Kazimierza Serockiego oraz kilku oszczędnych, ale symbolicznych gestów aktorów. Jak pisze jeden z oglądających spektakl: Niewątpliwie tylko w tym kierunku może pójść rozwiązanie tych scen. Podobnie udała się bardzo ryzykowna scena z oślepionym Glosterem, który rzuca się w przepaść, która... nie jest przepaścią.

Recenzenci wskazywali, że biorąc pod uwagę zastosowane dla tej sceny środki, przy całym jej tragicznym charakterze, Hübnerowi z wielkim sukcesem udało się uniknąć śmieszności, co było głównie zasługą grających w niej aktorów – Leona Pietraszkiewicza, który oddawał nieszczęście swojego bohatera – Glostera, oszczędnymi gestami i Stanisława Jasiukiewicza, który jako syn Glostera – Edgar, fascynująco przechodził od udawanego obłędu do poważnego filozofowania. 

Bronisława Pawlika doceniono za doskonałą rolę Błazna oraz świetne wykonanie wierszy Szekspira w stylu brechtowskich songów. Wieńczysław Gliński miał trafnie i prawdziwie po szekspirowsku zagrać nędznego Edmunda, Jan Kreczmar, jako Król Lear, zachwycić techniką mówienia, zaś Henryk Bąk pokazać tragikomiczne aktorstwo.