98. "Szczęśliwe dni" Becketta w reż. Antoniego Libery

 

"Szczęśliwe dni" Samuela Becketta określane są dramatem odchodzenia. Na scenie Teatru Polskiego toczyły się one w bezkresnej, wyludnionej przestrzeni – magicznie ożywianej poprzez dekoracje i kostiumy Doroty Kołodyńskiej oraz pracę Piotra Pawlika – reżysera światła.

Winnie – w tej roli Olga Sawicka, wyglądała jak po balu i bardzo się tego wizerunku trzymała - podobnie kurczowo srebrnego lusterka i różowej parasolki. Willie zaś – Zdzisław Wardejn, zachwycił sposobem ukazania człowieka, targanego przez namiętną samodestrukcję i czarny humor. Poprzez wyjątkową stylistykę na pograniczu snu i jawy, spektakl, niektórym recenzentom, jawił się jako spokojne usypianie - bajki piaskowej babci, przerywane poruszającymi, a wręcz uderzającymi egzystencjalnymi pytaniami.

Ponieważ wieczór premierowy poświęcony został pamięci Zbigniewa Zapasiewicza, którego kreacje beckettowskie przeszły do historii teatru, pojawiały się głosy interpretujące wybrane sceny spektaklu, jako nawiązujące do postaci tego wybitnego artysty. Na przykład po każdej sekwencji codziennych czynności ze sceny dało się słyszeć pytanie: Co teraz?, które widzowie interpretowali jako pytanie postawione wszystkim osieroconym przez Zapasiewicza najbliższym – rodzinie, artystom czy przyjaciołom. Słowa te towarzyszyły też finałowej scenie "Szczęśliwych dni", kiedy Winnie i Willie (Zdzisław Wardejn) patrzą na siebie po raz ostatni z poruszającą intensywnością.

Więcej o spektaklu >>>