61. MROŻEK W TEATRZE POLSKIM: Letni dzień

 

"Letni dzień" był pierwszą sztuką Mrożka wystawioną przez Kazimierza Dejmka na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego. Realizacja ta była jednocześnie pierwszą w Polsce sceniczną adaptacją tego utworu. Prapremiera odbyła się 12 kwietnia 1984 roku.

Część recenzentów zarzucała tej sztuce, że jest nużąca, zbyt lekka i nijaka. Byli jednak i tacy, którzy dostrzegali w tym utworze głębsze treści filozoficzne, dotyczące postaw życiowych, kondycji ludzkiej czy świata wartości. Podkreślano też jej walory konstrukcyjne, w tym świetnie skrojone dialogi, rozpisane na troje bohaterów, które na scenie zyskały dodatkową siłę wyrazu. Potwierdza to Wojciech Natanson, który pisał: Reżyser maksymalnie akcentuje wartości utworu, zarazem zasłaniając jego słabości czy potknięcia. Samym rytmem gry bez retuszowania słowa!

Najmocniejszym punktem przedstawienia byli niewątpliwie aktorzy. Pojawiały się opinie typu znakomite trio, wielkie kreacje. Podkreślano, że aktorom udało się wydobyć ze sztuki cały jej komiczny potencjał, aż po granice surrealizmu. W pełni wykorzystali możliwość jaki daje system trójkowy, uwypuklając pełną niedopowiedzeń i subtelności grę, która toczy się pomiędzy Nieudem, Udem i Damą. W rolach tych widzowie podziwiać mogli Jana Englerta, Andrzeja Łapickiego oraz Magdalenę Zawadzką.

Na uwagę zasługuje zwłaszcza Jan Englert, który w 1981 r. powrócił do Teatru Polskiego (wcześniej występował tu w latach 1964 – 1969). Poza "Letnim dniem" wystąpił w jeszcze trzech inscenizacjach sztuk Mrożka, wyreżyserowanych przez Dejmka: "Vatzlavie" (gdzie zagrał tytułową rolę), "Kontrakcie" oraz "Portrecie". Roman Szydłowski tak opisywał jego kreację w pierwszej z powyższych: W roli tytułowej wystąpił […] Jan Englert, wracając w pełni blasku swojego talentu na scenę, gdzie stawiał swoje pierwsze kroki. Jego Vatzlv jest znakomity, mądry, chytry, obłudny, żądny majątku i dobrobytu, egoistyczny, bezwzględny; chwilami brutalny i okrutny. Jego rolę w "Kontrakcie" w takich słowach chwalił Ryszard Marek Groński: Moris Englerta, łączy wdzięk z bezczelnością w bardzo współczesną mieszaninę wybuchową. Englert umie, jak mało który aktor polski, być wiarygodny tragicznym. Wtedy, gdy życie zmusza go do operowania śmiechem Świetna, mądrze pomyślana rola. Zachwyt wzbudziła również stworzona przez niego kreacja Bartodzieja w "Portrecie", o której Teresa Krzemień pisała: Kwintesencja jego dotychczasowych ról z gatunku Polaka z przeszłością polityczną. Najefektowniejsza, choć zagrana w sposób ściszony karykaturalnie ostro, z nutką mizantropi, z pustką w oczach […] to najambitniejsze zdanie dla aktora zagrać pustkę zaludnioną tylko majakami.